środa, 13 czerwca 2018

One-shot

- A więc to tu? - zapytała Annabeth ze znużeniem w głosie. Cała czwórka stała przed dość wysokim budynkiem mieszkalnym. Nie wyglądał na nowy, jednak mimo wszystko nie był zniszczony. Po kolorze ścian widać było, że niedawno był przemalowany. Ann zmrużyła oczy i skanując jego wygląd sprawdziła go w bazie danych. Pod tym adresem aktualnie mieszkało siedem rodzin. Jedno mieszkanie było na sprzedaż, właśnie to jedno ich interesuje.
- Tak. Z tego co udało mi się dowiedzieć, nasz cel znajduje się właśnie tutaj. Chciałaś zdjęcie - Ravenis przerwała na chwilę i z pliku dokumentów wzięła jeden. Ann obróciła się w jej stronę. - To jego szukamy.
   Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w zdjęcie, zapamiętując każdy szczegół. Nazywał się Frank Bailey. Mężczyzna miał może czterdzieści lat, nie więcej.  Rysy twarzy i brązowe oczy zapadły dziewczynie w pamięci. Podniosła na kilka sekund głowę, żeby jeszcze raz spojrzeć na budynek. Westchnęła cicho i podała zdjęcie Zacharemu.
   Ravenis nie odzywała się przez dłuższą chwilę. Patrzyła tylko jak jej przyjaciele oglądają zdjęcie, i próbują zapamiętać jak wygląda mężczyzna. Właściwie tylko jedno z nich próbuje. Zachary i Annabeth wpatrywali się teraz bez słowa w okna budynku. Rav podrapała się po karku i skrzywiła się.
- Wiecie, że musimy to zrobić po cichu, prawda? - Oboje odwrócili się do niej. Adrien wiedział, że Ravenis nie mówi do niego, więc spokojnie patrzył jeszcze przez chwilę na zdjęcie, po czym schował je do kieszeni spodni. Annabeth zmarszczyła lekko brwi patrząc na przyjaciółkę. - Obie wiemy, że to ty tu dowodzisz, ale podejdź do tego spokojnie Ann, proszę.
- Uspokój się kobieto, nikt tu do nikogo nie będzie strzelał jeśli nie będzie potrzeby - zamiast Annabeth odezwał się Zachary. - Jeśli jest tak jak mówiłaś wcześniej, nie będzie się nas spodziewał. Załatwimy to po cichu - położył Ann rękę na ramieniu, po czym razem z Adrienem weszli do budynku. Dziewczyna jeszcze przez chwilę wpatrywała się w przyjaciółkę, która teraz stała w bezruchu wiedząc, że poruszyła kwestię, za którą Ann nie przepada.
   Po śmierci jej oryginalnej przyjaciółki, Ravenis nie tylko zaczęła być bardziej opiekuńcza w stosunku do niej, ale również w pewnym stopniu jej zaufanie do niej zmalało. Mimo wszystko ich przyjaźń nie uległa zmianie. Była jedynie czasem przerywana chwilami ciszy.
   Annabeth nie odezwała się. Przeniosła wzrok na otwarte drzwi budynku i weszła do środka. Rav poszła za nią, nieco zawiedziona tym, że jej przyjaciółka podchodzi do niej z dużym dystansem. Jednak kiedy już były w środku Ann przemówiła.
- Spokojnie, wyjścia z budynku mamy zabezpieczone, świadków nie będzie. Wyluzuj czasami - posłała jej delikatny uśmiech po czym cała czwórka zaczęła wchodzić po schodach. Wewnątrz budynek nie wyglądał lepiej niż na zewnątrz. W niektórych miejscach jasnozielona farba odchodziła od ścian, jednak poza tym wszystko wyglądało na dość zadbane. Annabeth zerknęła na tablice z ogłoszeniami, jednak jedyne co tam zobaczyła to kartka informująca o planowych przerwach w dostawie prądu. Nic, co miało jakikolwiek związek z ich misją.
- Będziemy pukać do każdych drzwi, czy...? - zapytał Adrien kiedy przechodzili obok pierwszego mieszkania.
- Czwarte piętro - odpowiedział krótko Zachary.
   Resztę drogi schodami przeszli w ciszy. W końcu znaleźli się przed mieszkaniem numer siedem i popatrzyli po sobie porozumiewawczo. Adrien po cichu otworzył drzwi kluczem, który dostali od jednej z osób, które podały im informacje na temat mężczyzny. Wszedł pierwszy, a za nim po kolei reszta. Annabeth wchodziła jako ostatnia, obracając jeszcze na chwilę głowę w stronę korytarza. Przygryzła wewnętrzną stronę policzka zębami, po czym zamknęła za sobą drzwi do mieszkania.
   Było cicho. Podłoga wykonana była ze starych paneli. Ściany wyglądały jakby kiedyś pokrywała je jakaś tapeta, jednak teraz mało z niej zostało. Najwidoczniej to mieszkanie było przygotowywane do remontu. W salonie, który widać było od razu po wejściu, stała kanapa i na niskiej szafce obok znajdował się włączony telewizor. Przez okna wpadało światło z zewnątrz.
   Przyjaciele popatrzyli krótko na Ann, na co ona porozumiewawczo skinęła głową. Wszyscy zaczęli przeszukiwać osobne pokoje w mieszkaniu. Dziewczyna została w salonie i rozejrzała się. Większość rzeczy była zakurzona, na stole jednak był prostokątny czysty ślad, co sugerowało, że jeszcze niedawno leżał tam pilot do telewizora. Annabeth przeniosła wzrok na kanapę, gdzie ten przedmiot aktualnie się znajdował. Nic, co powinno ją interesować. Przynajmniej wiedziała, że mężczyzna dzisiaj tu był.
   Jej uwagę przykuło jednak coś innego. Na lewo od wejścia do domu znajdowało się lekkie wgłębienie w ścianie. Stała tam szafa. Wyglądała jednak dziwnie nie na miejscu, jakby ktoś postawił ją tam zupełnie przypadkowo.
"Może mieli zamiar ją rozmontować" pomyślała. Więcej rozejrzeć się nie zdążyła, jej myśli zostały przerwane przez niski głos jakiegoś mężczyzny, dochodzący z łazienki. Zachary i Adrien znów weszli do salonu, a Ravenis która najwidoczniej właśnie łazienkę poszła przeszukać, weszła do pomieszczenia trzymając za gardło jakiegoś mężczyznę. Próbował się jej wyrwać, jednak zaraz Adrien pomógł jej go przytrzymać i zmusili go, żeby uklęknął na ziemi.
- To nie on - odezwała się Annabeth tonem pozbawionym jakichkolwiek uczuć. Faktycznie, osoba znajdująca się w pokoju razem z nimi była czarnoskórym łysym mężczyzną. Dziewczyna zidentyfikowała go jako Michael Adams. Spojrzała na Ravenis krzywiąc się. - Zły adres?
- Nie, to na pewno tutaj. Może współpracują?
   Annabeth prychnęła. Włożyła ręce do kieszeni i podeszła do mężczyzny i również uklęknęła, w przeciwieństwie jednak do mężczyzny nie siadając na ziemi. Wpatrywał się w ziemię, zmuszał się żeby nie zwracać na dziewczynę najmniejszej uwagi. Ann westchnęła i wyciągnęła jedną rękę z kieszeni. Pstryknęła kilka razy mężczyźnie przed twarzą, aż ten krzywiąc się spojrzał w górę na nią.
- Czy znasz osobę o imieniu Frank Bailey? - Nie otrzymała odpowiedzi na to pytanie. - Mieszka tutaj? Pracujesz z nim?
   Na kolejne pytania również nie usłyszała odpowiedzi. Zacisnęła zęby i niechętnie wyprostowała się. Przeniosła wzrok na Zacharego, który bawił się monetą. Stał zaraz przy oknie, więc kiedy Annabeth podchodziła żeby wyjrzeć na zewnątrz zabrała mu monetę i spojrzała na niego marszcząc brwi.
- Wkurzasz mnie z tą monetą. Potem będziesz odwalał te sztuczki - przetoczyła monetę po palcach i zwróciła ją przyjacielowi. Zachary uśmiechnął się złośliwie i jeszcze raz przed twarzą Annabeth przerzucił monetę z jednej ręki do drugiej, po czym schował ją do kieszeni spodni. Dziewczyna zaśmiała się cicho i pokręciła głową.
"Mogłam się tego spodziewać."
   Ann popatrzyła za okno. Chmury zasłaniały praktycznie całe niebo. Panorama miasta nie rzucała się specjalnie w oczy, w tym miejscu większość zasłaniały budynki mieszkalne. Jednak jedna bardzo istotna rzecz przykuła uwagę Annabeth.
- Nie mówiłaś, że z tego piętra można zeskoczyć na dach - powiedziała szybko wychylając się za okno.
- Nie wiedziałam, ale...
   Jak na zawołanie w mieszkaniu rozległ odgłos otwieranego głośno okna. Wystarczył sam kierunek, z którego dobiegł dźwięk, żeby Annabeth zdała sobie sprawę dlaczego nie znaleźli tu mężczyzny. Niewielką część sekundy zajęło jej, żeby przypomnieć sobie szafę i wgłębienie w ścianie. Za nią musiały znajdować się drzwi.
   Ann i Zac popatrzyli na siebie porozumiewawczo. W jednej chwili oboje zerwali się z miejsca. Dziewczyna pociągnęła szafę do siebie. Przewróciła się z hukiem i odsłoniła drzwi. Otworzyła je i przeskoczyła przez przewaloną szafę, to samo zrobił Zachary i oboje następnie podbiegli do okna i wyskoczyli przez nie na płaski dach budynku stojącego obok mieszkania mężczyzny. Przez jedną lub dwie sekundy stali w miejscu, błądząc wzrokiem po dość sporym dachu. Zauważyli jak mężczyzna przeskakuje przez wolną przestrzeń pomiędzy dwoma stojącymi obok siebie budynkami i biegnie dalej. Nie oglądając się za siebie oboje ruszyli biegiem w tamtym kierunku. Nie po to tutaj przyszli, mężczyzna nie może im teraz uciec.
Muszą odnieść sukces w tej misji.
- Czekajcie! - Krzyknęła Ravenis za nimi. Nie obejrzeli się jednak za siebie. Przeskoczyli przez przerwę między budynkami i znacznie przyspieszyli. Rav machnęła tylko ręką ze zrezygnowaniem i zwróciła się do Adriena.
- Przykuj go do czegoś, wrócimy tutaj po niego. Trzeba się dowiedzieć dokąd biegną.
   Mężczyzna szybko zdał sobie sprawę z tego, że jest ścigany, więc z całych sił próbował zgubić dwa androidy, które powoli zaczynały go doganiać. Przeskoczył przez niski murek i wylądował na dość stromym dachu wykonanym ze szkła. Zaczął zsuwać się po nim w dół. Annabeth i Zachary wskoczyli tam za nim. Na końcu mężczyźnie udało się złapać krawędzi budynku znajdującego się kilka metrów od końca szklanego dachu. Obejrzał się za siebie i szybko wdrapał do góry. Znów zaczął biec a ścigającej go dwójce również udało się wdrapać na dach.
   Annabeth zauważyła, że mimo przewagi mężczyzny w dystansie, nie ma tutaj gdzie uciekać. Jedyną jego szansą jest przeskoczyć na kolejny dach na wprost nich. Oddanie strzału byłoby teraz korzystną opcją.
   Zachary również musiał to zauważyć, ponieważ zdjął z paska pistolet i strzelił wtedy, kiedy mężczyzna przygotowywał się do skoku. Nie trafił, jednak kula otarła się o prawą stronę jego brzucha, co wystarczyło żeby znacznie utrudnić mu wejście na drugi dach. W momencie kiedy ten próbował podciągnąć się krawędzi, Annabeth przeskoczyła przez przerwę między budynkami i wciągnęła go na górę. Złapała go ręką za szyję i przytrzymała przy ziemi w tym czasie, kiedy Zachary również przeskoczył przez wolną przestrzeń i stanął obok niej.
- Czy ty jesteś Frank Bailey? - Zapytała Ann spokojnym głosem.
- Kim wy do cholery jesteście?! - Wydusił mężczyzna. Annabeth zmarszczyła tylko delikatnie brwi i zacisnęła mocniej rękę.
- Czy nazywasz się Frank Bailey?! - Powtórzyła głośniejszym tonem.
- To ja - tylko tyle udało mu się powiedzieć z ręką dziewczyny zaciśniętą na jego gardle. Annabeth zmrużyła oczy i pokiwała głową sama do siebie.
- Wiemy, że włamałeś się tydzień temu do naszej bazy danych - przeniosła obojętnie wzrok na Zacharego. - Idzie z nami.
   Zac podszedł bliżej, jednak zanim zdążył cokolwiek zrobić, mężczyzna podhaczył go. Korzystając z okazji, udało mu się wyciągnąć nóż z kieszeni i wbić go w ramię Ann. Dziewczyna nie poczuła bólu, zwolniła jednak lekko uścisk. Tyle wystarczyło, żeby zostać powaloną na ziemię. Zachary zdążył się już podnieść, został jednak zepchnięty z dachu. Udało mu się złapać krawędzi, a mężczyzna odwrócił się w stronę dziewczyny i tym razem to ona została przygnieciona do ziemi. Wyjął nóż z jej ramienia i chciał go wbić w klatkę piersiową Annabeth. Była jednak szybsza, udało jej się złapać go za nadgarstek i zatrzymać jego rękę. Po krótkiej chwili siłowania się odepchnęła mężczyznę na bok i rozejrzała za Zacharym. Nie trwało to jednak długo, bowiem została czymś uderzona w głowę. Jej przeciwnik oderwał kratkę od wentylacji i uderzył nią dziewczynę, po czym ponownie złapał za nóż. Wciąż lekko ogłuszoną Ann dzieliła sekunda od bycia dźgniętą nożem, jednak w tym samym momencie rozległ się dźwięk strzału.
   Zachary postrzelił mężczyznę w brzuch. Wciąż z pistoletem w ręku podszedł do nich i zerknął na Annabeth. Dziewczyna nie miała żadnych poważnych obrażeń, z rany na ramieniu wciąż delikatnie leciała pomarańczowa substancja zastępująca krew, ale nie zagrażało to jej życiu. Po wzięciu tego pod uwagę obrócił się ponownie do mężczyzny. Podniósł rękę i strzelił po raz drugi, tym razem w głowę. Ann podniosła się lekko się chwiejąc i spojrzała najpierw na mężczyznę a potem na Zacharego.
- Chcieliśmy go żywego - stwierdziła chłodno Annabeth. Zachary nie zareagował w żaden sposób, odpowiedział tylko krótko:
- Życie dowódcy stanowi wyższy priorytet niż życie przypadkowego człowieka. Ten mężczyzna i tak zaraz by umarł. Wykonaliśmy misję, to najważniejsze.
Ann zmarszczyła brwi. Miał rację.
Misja została wykonana.
Z przeciwległego końca dachu dobiegł głos Adriena. Oboje odwrócili się w tamtą stronę.
- Czy was nie można na chwilę zostawić samych?
   Annabeth poczuła jak jej ludzka świadomość wraca, a świata nie widzi już uwzględniając tylko zera i jedynki. Spojrzała szybko na Zac'a. Przyjaciel również zdawał się być spokojniejszy niż chwilę temu. Jedyne co pozostało z sytuacji, która zaszła tu chwilę temu to niewyraźne wspomnienia przeplatane lekkim bólem głowy. Ann pomasowała miejsce, w którym wcześniej została uderzona. Dopiero teraz odezwał się ból w głowie i ramieniu. Westchnęła cicho.
- I tak na nic by się nam nie przydał - odpowiedział Zachary. Przeniósł wzrok na Annabeth. - Żyjesz jeszcze?
Pokiwała jedynie głową w odpowiedzi. Adrien stał już obok nich i Ravenis go po chwili dogoniła.
- Co ci się stało?! - Popatrzyła na ranę Ann. Ta skrzywiła się w odpowiedzi.
- Przelatujący ptak we mnie wpadł, no nie wiem a jak myślisz?
   Wszyscy pozostali w ciszy przez następne kilka sekund. Pierwszy roześmiał się Adrien. Po chwili reszta do niego dołączyła. Annabeth chwilę zastanowiła się jeszcze nad tym, kim był ten człowiek i dla kogo pracował. Nie trwało to jednak długo, bowiem jedyną odpowiedzią na jej wątpliwości była prosta myśl. Doszła również do wniosku, że Zachary myślał dokładnie to samo.

Musieli wykonać misję. Użyte środki nie były ważne.




T H E  E N D ?






¯\_(ツ)_/¯

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz